
Miłość jest ogromną siłą, która napędza ten świat, daje nam energię tak potrzebną do spełniania marzeń, malowania naszego świata wszystkimi kolorami tęczy, ale i do zwykłego, codziennego zmagania się z przeciwnościami losu.
Bez miłości bylibyśmy ubożsi "Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.a miłości bym nie miał,byłbym niczym. " ( I list do Koryntian).
Są różne odmiany tego uczucia, ale zawsze najważniejsza być powinna miłość do człowieka.
I właśnie ta była motorem napędowym do zorganizowania przez Fundację Vade Mecum kolejnych już warsztatów dla dzieci ze wsi Maliniak i Chojnik. Było to podsumowanie 3 miesięcznego projektu realizowanego w ramach dotacji gminnej pod nazwą – „Warsztaty teatralno – taneczne – Capoeira sposób na spędzanie czasu wolnego” Wiara w człowieka była tym, co powołało do życia tę fundację i co ją przy życiu trzyma.
Niemal za każdym nowym projektem stoją nowi ludzie, ludzie o wielkich sercach, którzy chca dzielić się z innymi tym, co w nich najwartościowsze, najpiękniejsze i najcenniejsze: ponadprzeciętną wrażliwością, wiedzą, sercem i duszą, dobrem, które przenika.
Warsztaty aktorskie prowadzone przez Pawła Kutnego, aktora teatralnego i filmowego, były pomysłem , który okazał się strzałem w dziesiątkę. Jego wrażliwość i skromność wprost nas onieśmielała i aż chciałoby sie milczeć w ciszy, która była bardziej wymowna niż najgłośniejszy krzyk.
Do tego klimat krzyżackiego zamku, magia chwili i świadomość wiążącej się z zamkiem legendy o Barbarze, sprawiły, że na zawsze ta noc pozostanie w naszej pamięci i będziemy mogli ją ozywiać, jak album ze zdjęciami, by móc wrócić do tamtych niezwykłych przeżyć.
Cudze chwalicie, swego nie znacie, zatem kilka zdań o samym zamku.
Murowany zamek w Morągu został zbudowany przez Krzyżaków ok. 1370 roku, jako siedziba prokuratora, a następnie wójta. Było to trójskrzydłowe założenie na planie prostokąta o wymiarach 55x75 m z bramą wjazdową od strony północno-zachodniej. Obok bramy znajdowała się nieistniejąca wieża główna. Od południa przylegało do zamku gospodarcze przedzamcze. Całość była otoczona fosą i nie sprzężona z murami miejskimi. Po 1525 roku warownia pełniła rolę rezydencji starostów, którymi przez wiele lat byli przedstawiciele rodziny Dohnów.
W końcu XVI wieku Dohnowie wybudowali pałac położony w zachodnim narożu murów miejskich i przenieśli doń siedzibę starostwa. Od tego momentu rozpoczął się powolny upadek zamku, choć jeszcze w 1584 roku przeprowadzono jego renowację. Po II wojnie światowej budowla była użytkowana przez sądy i szkołę. Do dziś przetrwało mocno przebudowane skrzydło bramne i fundamenty skrzydła północno-wschodniego oddzielone od miasta fosą. Obecnie nowi właściciele przeprowadzają gruntowny remont i odbudowę zamku, a skrzydle bramnym urządzili małe muzeum.
Tę oraz wiele innych fascynujących historii malowali nam słowami Damian Samsel i Zbyszek Kamiński- ludzie , bez których ta noc nie byłaby tak niezwykła.
A wszystko rozpoczęło sie od ogniska, na zamkowym dziedzińcu, taka integracja przy wspólnie pieczonych kiełbaskach dobrze wpływa na relacje międzyludzkie, a one, jak wiadomo, są bardzo ważne. Dzieci piekły kiełbaski, słuchając opowieści o tym, co działo sie na zamku przed wiekami.
Wszyscy czuliśmy , że nie jesteśmy tam sami. My byliśmy materialni, ale niematerialne istoty krążyły pośród nas i najwyraźniej nie były wegetarianami, bo niektórym znikały z patyków kiełbaski.
Nastoletnia Barbara, o której krążą legendy, z pewnościa przyszła na nasze warsztaty, co zresztą- co stwierdzam z całkowitą powagą- uwidocznione jest na zdjęciach. Bawiła się z nami w chowanego, szukała ukrytych wcześniej kamieni, zajadała kiełbasę i mam nadzieję, dobrze się bawiła. Barbara była w końcu tylko nastolatką, gdy została stracona w okrutny sposób, za zamordowanie swojego dziecka poczętego w wyniku gwałtu.
Procesy czarownic były w Morągu aż do końca XVIII w. rzeczą pospolitą. We wschodnim kącie murów obronnych miasta wznosiła się baszta zwana Wieżą Czarownic, w której bezlitosnym torturom poddawano nieszczęsne kobiety - ofiary zabobonu dawnych wieków. 22. lipca 1749 r. odbyła się w Morągu uroczysta, publiczna egzekucja. Kara czekała dzieciobójczynię - Barbarę Schwann, czternastoletnią dziewczynę, która udusiła i zakopała własne niemowlę. Ojciec był nieznany. Niewykluczone, że dziewczynę zgwałcono. Kat poddał ją wielogodzinnym, wymyślnym torturom, łamał ją kołem, wreszcie ściął jej głowę. Odrąbana głowa Barbary wbita na pikę. Zwrócona twarzą do miasta przez wiele tygodni dekorowała mury Morąga, jako widomy dowód, że zbrodnia nie może ujść bezkarnie.
Smutno nam było, gdy słuchaliśmy jej historii. I nie dziwi nas, ze po takiej opowieści, nikt nie zmrużył oka. Ale zabawa i tak była przednia, bo przecież o to właśnie chodzi, by edukować poprzez zabawę , a mlodzież mamy dzisiaj odporną na tego typu historie, więc nawet sie nie zezłościliśmy, gdy wspomniana nieszczęśliwa Basia zrobiła nam psikusa i uszkodziła sprzęt, który miał posłużyć do seansu filmowego. Pewnie chciała mieć nas dla siebie jak najdłużej.
Ciekawa jestem, czy podobały jej się nasze inscenizacje teatralne , w których opowiedzieliśmy, odegraliśmy jej historie.
Dzieci podzieliliśmy na dwie grupy- pierwsza pod kierunkiem Pawła Kutnego, druga pod opieką Moniki Sawickiej, miały napisać scenariusz i odegrać scenę z zycia Barbary.
Dzieci wykazały się ogromnym entuzjazmem, niesamowitą fantazją, poczuciem humoru( nawet w tak przykrych tematach) i spisały się na medal.
Powstały dwie , całkiem różne od siebie, inscenizacje- co jest zadziwiające- zupełnie bez wcześniejszych ustaleń, każda grupa zrobiła coś całkiem odwrotnego- pierwsza inscenizacja , dzieci z grupy Moniki Sawickiej, podeszła do tematu z humorem , dodając elementy współczesności, zaś grupa Pawła Kutnego postawiła na dramaturgię i powagę. Co w efekcie dało przeszło nasze oczekiwania i udowodniło po raz kolejny, że dzieci są całkowicie warte pokładanego w nich zaufania, mają ogromny potencjał, dużo chęci, są otwarte na nowe doznania , wyzwania, a co chyba najważniejsze: przy okazji mogą poznawać lepiej same siebie, odnajdowac w sobie drzemiące pasje i talenty. I to jest bezcenne.
Nie wszystko w życiu ma sens, nie zawsze będziemy umieli go odnaleźć, ale rzecz w tym, żebyśmy sami umieli nadać sens naszemu życiu.
Basia do tego stopnia się zżyła z dziećmi, że ani jej w głowie było pozwolenie im na chwilę snu- tak więc nikt nie zmrużył oka. I dobrze, bo szkoda każdej minuty. Atmosfera zamku , trzeszczące deski w podłodze, płonące świece, wyobraźnia i panujące ciemności sprawiły, że nikt nawet nie pomyślał, by zamknąć oczy:-)
Każde dziecko otrzymało certyfikat ukończenia warsztatów aktorskich i gratulacje od Pawła Kutnego oraz prezes Moniki Sawickiej . Od początku do końca organizatorzy dbali o to, żeby dzieci miały co wspominać, nauczyły się czegoś i poczuły, że są wyjątkowe. Bo przecież są.
Takie chwile jak tamta, warte są wielu trudów, które często towarzyszą przygotowaniu podobnych imprez, ale kiedy widzimy uśmiechnięte twarze dzieci, mamy pewność, że wszystko jest warte by to przeżyć jeszcze raz.
Janusz Korczak, wielki przyjaciel dzieci, mawiał: "Pomóżmy dzieciom, by każdy z nich stał się tym, kim stać się może".
Pomóżmy. Jest tyle chwil, którymi można się dzielić.
Paweł Kutny wrocławski aktor podzielił się z nami swoim czasem, wiedzą, entuzjazmem , a po zakończonych warsztatach, także wrażeniami.
Oto co powiedział :Kiedy słyszysz Morąg, myślisz:
" mała stacyjka, gdzieś w polsce na odludziu.. kobieta w blond włosach czekająca na pasażera jedynego który tego dnia przyjechał w gości i jedyna pani w blond włosach która czeka na pociąg relacji Wrocław Morąg.. dżip w pełnym słońcu jak w westernach amerykańskich filmów lub jak kto woli bo bliżej- pana samochodzikowa podróż samochodem z silnikiem dużej mocy.. Morąg... sołtysi.. pilnujący swoich owieczek, .kościół w centralnym miejscu miasta z papieżem w roli głównej... Morąg...korki w centrum jak na marszałkowskiej w Warszawie.. bo Morąg był przecież centrum to nic że krzyżackie, był stolicą tego mazurskiego państewka pośród lasów i jezior.. ludzie tacy sami i troche inni.. nie spieszą się tak jak w dużym mieście.. na wszystko jest czas.. zamek w tle.. duchy miasta.. gdzie kryją się historie o których wie tylko Zbyszek i grupa paru przyjaciół... niekiedy skrawki legend zamkowych daje się słyszeć w ustach młodzieży.. a jednak zamek jest ważną częścią miasta.. tym się żyje... powietrze zawsze świeże.. tego nie kupi sie w hipermarkecie na jankach.. w żadnej plastikowej butelce..
Pierwsza myśli następnego dnia po przebudzeniu:
odkryłem, że zostałem porwany, z dużego miasta do raju.... domy dla ptaków.. nie jakieś tam karmniki, prawdziwe domy na kurzych stopach.. na wszelki wypadek sprawdzam czy nie mam skrzydeł...
Wszyscy miewamy skrzydła...Bo każdy dobry człowiek jest po trosze Aniołem.
AnMon.
redakcja, 24-08-2011, odsłon: 401