
Wiosna - długo oczekiwana przez wszystkich zaskakuje nas codziennie swoja zmiennością ale tak to już bywa.
Jeśli porównamy wiosnę do kobiety to takie zmiany to nic nowego...według powiedzenia "...kobieta zmienną jest..." Dla wielu kobiet wiosna to wspaniały czas na porządki w szafie i ........... zmiany obuwia zimowego na wiosenno - letnie i tu zaczyna się problem.... wiele kobiet ostatnio przyznaje się do tego że chorują na "Butoholizm" Czym jest ta choroba może wyjaśni nam to relacja jednej z naszych internautek która jak sama twierdzi jest "Butoholiczką". jak widac mozna miec różne nałogi.
Podobno pierwszy krok do uzdrowienia to uświadomienie sobie problemu, potem powinnam się przyznać, najlepiej na spotkaniu z współuzależnionymi. No i poprosić o pomoc. Tych kroków do wolności jest jeszcze więcej, w sumie 12, ale nie będę analizować dalszej „terapii”. Zatrzymam się na wyznaniu, bo świadomość już mam.
A zatem – tak, przyznaję jestem butoholiczką Rozumiem gwiazdy tudzież celebrytki, które mają setki par butów. Ja na widok pięknych „laboutinów” czy cudnie kobiecych szpilek Blahnika odczuwam dreszczyk rozkoszy. Oczywiście na moich półkach nie stoją żadne z powyższych rarytasów, gdyż najzwyczajniej w świecie zasobność mojego portfela wyklucza takie zakupy. Ale gdybym tak była jak Carrie Bradshaw albo jakaś Paris Hilton (chodzi o finanse, a nie morale J), to zapewne posiadałabym i Blahniki i Laboutiny i nowe czerwone szpilki od Diora albo cudne sandałki Jimmy Choo. Niestety sądzę, iż dożywotnio będę jedynie zachwycać się oryginalnymi cudeńkami z czerwoną podeszwą i ostrą jak sztylet szpilką albo odjechanymi w kosmos platformami i koturnami od Dolce Gabbana. Na szczęście to co w sklepach, na aukcjach i na moją kieszeń, też cieszy oczy. I chociaż mam tyle czółenek, szpilek, botków i kozaków, nie potrafię oprzeć się kolejnym zakupom. Przyrzekam sobie, że na razie stop, że wystarczy, a potem wracam z kolejną parą… ostatnio grafitowe czółenka na platformie i wysokim obcasie z efektownym kwiatem, bo takich nie posiadałam.
A już za chwilkę sandałkowe szaleństwo, a w szafie leżą koturny w kwiaty, koturny jeansowe, lakierowane, czarne. Są sandały na szpilkach na słupku, japonki itp., itd., ja zaś spowiadam się z butoholizmu, jednocześnie obserwując kończącą się aukcję z pięknymi sandałami z wężowej skórki, bo takich nie mam. Chyba… Jestem silna, nie kupiłam… na razie, ale mam kilka par na oku i jeszcze inne w sklepach, które odwiedzam, czasem przymierzam, przechadzam się. Najgorzej, kiedy „zaatakuje” mnie pani sprzedająca i powie, że super, że idealnie i w ogóle… rękami i nogami się bronię. Nogami jakby mniej.
Podobno kobiety dzielą się na wielbicielki butów, toreb i biżuterii, pocieszam się, że najgorsza jest kombinacja wszystkich fascynacji. Torby owszem lubię, biżuterię średnio. Za to buty… mogę kontemplować w realu, na zdjęciach, wystawach, przymierzać, a najlepiej kupować i mieć.
I tak jest pewien postęp, bo coraz rzadziej cierpię dla piękna nowych szpilek. A zdarzały się cudne, niebotyczne szpile, w których chodzenie było wymyślną torturą. Nie pamiętam kto to powiedział, ale podobno zjawiskowe, wysokie szpilki nie mają prawa być wygodne. Ale nie zawsze piękny wygląd musi być okupiony połykanymi łzami… Ale cóż… w końcu jestem butoholiczką.
B J
redakcja, 02-04-2011, odsłon: 661